czwartek, 12 stycznia 2012

Co ja widzę?

Ja wiedziałem, że moja familia jest zakręcono-pogmatwano-zwariowana ale żeby to w takim tempie??!!
Po pierwsze:
SCARLET TY barani pingwinie! Moje imię piszę się przez ,,K'' , a nie przez ,,C'' !! Ty i ten twój mały mózg ( jeżeli można tak to coś w twojej czaszko-głowo-łepetynie nazwać) znowu działacie mi na nerwy! A obiecałaś mi w święta, że tak już nie będziesz robić! Naprawdę ostrzegam Cię po raz ostatni bo jak nie to dobrze wiesz co z Tobą zrobię!
Po drugie:
Anastazja gratuluję! Jestem z Ciebie mega wielce wyczepiście elokwentnie zadowolony i dumny! Popieram Twoje działania w stu procentach tych stu procent!! Buty norweskie zdecydowanie najlepsze! I nawet żaden mąż czy inny jakiś wymysł tego nie zmieni!!
Po trzecie:
Cieszę sie moje drogie siostrzyczki, że nasz jakże iście wysublimowany i dopicowany pomysł tak Wam się spodobał! Jam się nie chwaląc chwalebnie miałem w tym udział <proud> Cieszę się, że Dzień Asfaltu zakończył się tak a nie inaczej! 
No, a na koniec do wszystkich innych : Miłego dnia tego co był i będzie po nim i jeszcze kolejnych następnych po tych następnych! 3majcie się mocno słabo wiążąc ;D

W KROPCE

...Tak właśnie się czuję... No ale o tym zaraz. Najpierw chciałabym zaapelować do mamusi, żeby w końcu się przełamała i coś tu napisała! Mamo, przecież nie masz żadnych sekretów przed nami!
Po drugie, taka mała nota o dzisiejszej niespodziance,
którą z rodziną i mężem Anastazji przygotowaliśmy dla niej i jaką niespodziankę oni przyszykowali dla mnie. To z okazji dnia wywalania dziur w asfalcie. No więc Domenisticos i reszta rodziny porwała Anastazję (ale jej imię jest długie! będę pisać samo A. ;p). Okazało się, że to wcale nie taka drobna osóbka bo spod tego czarnego wora chciała wszystkich pozabijać. Zawieźliśmy ją na taką nową piękną wyasfaltowaną drogę i odjechaliśmy. Została sama z nową drogą jeszcze nie oddaną do użytku. No i oczywiście co od razu zaczęła robić? DZIUUUURY! OGROMNE DZIURY!!!! Ileż poweru wtedy miała w sobie! Widać, że ten kierunek studiów nie był przypadkiem, to było POWOŁANIE!  Kiedy była tak zajęta, nasza Atomówka podrzuciła jej kilka ćwiartek, a że A była zmęczona i musiała się czegoś napić, to szybko skumała bazę. Wychlała wszystko i zalała się na amen. Obudziła się w.... pięciogwiazdkowym hotelu! Obok niej siedział mąż ze specjalnym wywarem który natychmiastowo leczy kaca (nie, nie podamy przepisu). Ach.. ona wcześniej znalazła nasze zapiski wgl dotyczące tego hotelu i myślała że ja coś z jej mężem ten teges i że on jej niedługo powie "Nara, Bambi"... ale of course tak nie było. W pokoju było mnóstwo prezentów, co było fajne, nie tylko o asfalcie! Co było jeszcze fajniejsze, ja w moim pokoju też dostałam takie prezenty!!! W końcu przyszła rodzinka i zaczęła nam śpiewać piosenki o asfalcie (fragment jednej brzmiał "Hands down, baby, hands down, wyrwij asfalt, wyrwij, wyrwij asfalt, wyrwij babe" Bo już czas... bo już czaaaaas!" pewnie dzieło Domenicticosa... ach, jego też będę skracała - D.). Potem zawiązali nam wstążki na oczach i wyprowadzili na zewnątrz.... tam czekał na nas....
ogromny traktor!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <hura> był cudowny!.... Ale to nie koniec! Tym traktorem rodzina wywiozła mnie do Zoo. Zobaczyłam tam dużo pingwinów. Okazało się, że mój mąż Kajetan wpadł na to, żeby nazwać jakiegoś pingwina moim imieniem! I teraz na szybce jest "Scarlett - pingwin mały" no i potem mnie też spili xDD Koniec historii dnia wywalania dziur w asfalcie

A co mojej kropki w życiu... kochana rodzino! przepraszam, że dowiadujecie się tego z bloga, ale chcę wam powiedzieć,  że odeszłam od Aarona, Jason odszedł ode mnie, a co do Kajetana mam pewne problemy z nim... Nie wiem.. no i tyle... Ale pamiętajcie, kocham Was!

Co się wydarzyło w Oslo.

Byłam ostatnio w Oslo. Jakoś tak wczoraj. Miałam być tam dwa tygodnie, ale zrobił się z tego jeden dzień. Jestem MEGA ZŁA!!! I to nie z powodu tego, że byłam tam krótko, tylko z powodu powodu, dlaczego wyjechałam! No, przepraszam bardzo, ale jak chcę kupić sobie nową parę butów i podaję powód: "bo są norweskie, a co norweskie to ładne" i słyszę od mojego męża w odpowiedzi: "no, to teraz pierdyknęłaś jak krowim cyckiem o ścianę!", to chyba mogę się wkurzyć. Kurdę, facet ma tyle kasy, że może sobie napełnić nimi olimpijski basen, a nie może mi dać trochę na nowe, norweskie, ładne buty! Oczywiście pokłóciliśmy się o głupotę, on się schował pod kołdrę, ja trzasnęłam drzwiami i popędziłam do najbliższego (ładnego) motelu. Zamówiłam taxę i dopłaciłam trochę temu gościowi, żeby zabrał moje bagaże z pokoju w tamtym pensjonacie (podszepnęłam mu jeszcze, żeby robił wyniosłą minę, kiedy będzie podnosił walizki, ale on wrócił z bananem na ryju i autografem na czole) i pojechałam na lotnisko. Tak oto się tu znajduję i wylewam żal i frustrację! UH! Ja się pierwsza godzić nie będę! I niech mnie szuka ten czubek, niech się martwi! O! Najlepszy pomysł od wczoraj: "lecę do Trondheim!". Tego się nie będzie spodziewał! Geniusz :D Jeszcze tylko odwiedzę Skutki  Uboczne ♥

nasz mega, wywalony w kosmos pensjonat ♥