środa, 1 lutego 2012

Oh la la...

Ale co to się porobiło, w czasie gdy dziejąc się wiele nie działo się nic przez dzianie się wielu rzeczy..No to po koleji..
Jak wiadomo wczoraj byłem w Barcelonie. Oczywiście najpierw zrobiłem jakieś tam zakupy,aby trochę powiększyć moją wakacyjno-wyjazdowo-imprezowo garderobę. Bo jak wynikło z ankiety zabrałem tylko coś na romantyczny wieczór( jak się za chwilę okaże nie okazawszy pokazując nie przedstawiająco) to był strzał w dycho-dziesiątko-setko-tysiąca! No oprócz tego miałem tylko na sobie ciuchy, które założyłem w dzień mojego odloto-wyjazdo-początko-wycieczki . No to po tych zakupo--zaopatrzeniach pojechałem do tej Barcelony. No i jak tam byłem to oczywiście zacząłem od zwiedzanio-patrzenio-paczenia-podziwiania i fotografowania czego to się tylko dało nie dając. Na moim celu oczywiście była nie będąc musowo się znajdując Sagrada Familia, Camp Nou(jaki fajny ten stadion!), Gracia, Plac Hiszpański, Mirador de Colon, Stadion Olimpijski no i wiele wiele innych zabytkowych niezwykle pięknie-olśniewająco-burżuazyjnie-mega-giga świetnych miejsc, których nazw już nie pamiętam. Zdjęć wam nie opublikuje bo wiadomo..ACTA I te sprawy :/ No ale co to się wydarzyło dzisiaj..
Budzę się koło południa jak zawsze niewyspany ale wyspany nie będąc w pełni sił po nieprzespanej dobrze śpiącej nocy. Idę na śniadanie i widzę...GO! Tak nie kto inny tylko Rafael! Oczywiście każe mi usiąść przy jego stoliku co też czyniąc nie czynię robiąc. Po ponad godzinnym śniadaniu z nim stwierdziliśmy, że pójdziemy na plażę( bo być w Hiszpanii i nie być na plaży to jak być...w Hiszpanii i nie być na plaży;])No to tam poszliśmy. Oczywiście gadaliśmy już na spokojnie jednak z łomocącymi serduszko-serduchami które to chciały nam (no na pewno mi) wyskoczyć nie ruszając się z miejsca , podskakując jednak ciągle. No po ok. 3 h na plaży jakże niezmiernie pięknie i wyraziście opalony już Rafael zaproponował, że czas wracać do hotelu bo inaczej upieczemy się na kaczki pieczono-faszerowano-panierkowane ! Gdy już byliśmy w hotelu pożegnał się z tajemniczo-zawadiacko-skryto-wesołym uśmieszkiem i powiedział że mam być gotowy. Ale na co?? pomyślałem myśląc, że nie myśląc wymyśle co mam nie myśląc myśleć. No to kręcąc się w kółko po okrągłym kwadracie wyczekałem tak godziny 19.00 Wtedy wszedł do mojego pokoju i powiedział , że zabiera mnie do restauracji na kolację! Wskoczyłem zatem szybko w ten strój który przywiozłem z domu(dzięki Bogu że go wziąłem!) Po ok. 15 minutach już tam byliśmy .No i ludzie! Om mnie zapytał o chodzenie. Ja spadłszy z krzesła wstając leżąco trzęsąc się z wrażenia powiedziałem że się zgadzam! Rozumiecie to nie ogarniając tego kapując to? Zakochałem się!! Ja cie ale dziki bambosz normalnie! No i tak siedzieliśmy jeszcze ok. 2 h w tej restauracji po czym wróciliśmy do hotelu. Piszę to z mocno jednakże spokojnie drżącymi rękoma, które nie drgną nawet o milimetr choć trzęsą mnie się nie miłosiernie. A mój Rafael(jak to fajnie brzmi..) leży obok mnie i śmieje się z tych głupoto-mądrościo-bzdeto-poważnych rzeczy, które to wypisuję! Rodzinko! Już mamy dwie okazje do świętowania!