...Tak właśnie się czuję... No ale o tym zaraz. Najpierw chciałabym zaapelować do mamusi, żeby w końcu się przełamała i coś tu napisała! Mamo, przecież nie masz żadnych sekretów przed nami!
Po drugie, taka mała nota o dzisiejszej niespodziance,
którą z rodziną i mężem Anastazji przygotowaliśmy dla niej i jaką niespodziankę oni przyszykowali dla mnie. To z okazji dnia wywalania dziur w asfalcie. No więc Domenisticos i reszta rodziny porwała Anastazję (ale jej imię jest długie! będę pisać samo A. ;p). Okazało się, że to wcale nie taka drobna osóbka bo spod tego czarnego wora chciała wszystkich pozabijać. Zawieźliśmy ją na taką nową piękną wyasfaltowaną drogę i odjechaliśmy. Została sama z nową drogą jeszcze nie oddaną do użytku. No i oczywiście co od razu zaczęła robić? DZIUUUURY! OGROMNE DZIURY!!!! Ileż poweru wtedy miała w sobie! Widać, że ten kierunek studiów nie był przypadkiem, to było POWOŁANIE! Kiedy była tak zajęta, nasza Atomówka podrzuciła jej kilka ćwiartek, a że A była zmęczona i musiała się czegoś napić, to szybko skumała bazę. Wychlała wszystko i zalała się na amen. Obudziła się w.... pięciogwiazdkowym hotelu! Obok niej siedział mąż ze specjalnym wywarem który natychmiastowo leczy kaca (nie, nie podamy przepisu). Ach.. ona wcześniej znalazła nasze zapiski wgl dotyczące tego hotelu i myślała że ja coś z jej mężem ten teges i że on jej niedługo powie "Nara, Bambi"... ale of course tak nie było. W pokoju było mnóstwo prezentów, co było fajne, nie tylko o asfalcie! Co było jeszcze fajniejsze, ja w moim pokoju też dostałam takie prezenty!!! W końcu przyszła rodzinka i zaczęła nam śpiewać piosenki o asfalcie (fragment jednej brzmiał "Hands down, baby, hands down, wyrwij asfalt, wyrwij, wyrwij asfalt, wyrwij babe" Bo już czas... bo już czaaaaas!" pewnie dzieło Domenicticosa... ach, jego też będę skracała - D.). Potem zawiązali nam wstążki na oczach i wyprowadzili na zewnątrz.... tam czekał na nas....
ogromny traktor!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <hura> był cudowny!.... Ale to nie koniec! Tym traktorem rodzina wywiozła mnie do Zoo. Zobaczyłam tam dużo pingwinów. Okazało się, że mój mąż Kajetan wpadł na to, żeby nazwać jakiegoś pingwina moim imieniem! I teraz na szybce jest "Scarlett - pingwin mały" no i potem mnie też spili xDD Koniec historii dnia wywalania dziur w asfalcie
A co mojej kropki w życiu... kochana rodzino! przepraszam, że dowiadujecie się tego z bloga, ale chcę wam powiedzieć, że odeszłam od Aarona, Jason odszedł ode mnie, a co do Kajetana mam pewne problemy z nim... Nie wiem.. no i tyle... Ale pamiętajcie, kocham Was!

Ah! I wszystko było jasne po tej niespodziance ♥ Chciałam OGROMNIE Wam za nią podziękować, ale wiecie (tak jak napisałam w "Co się wydarzyło w Oslo"), że pokłóciłam się z moim mężem, Johnnym. Nie wiem jak to będzie.
OdpowiedzUsuńPiszę do Was z Trondheim :)
P.S. kocham Was