środa, 14 listopada 2012

W drodze..

Jest 23.47.43.67.89..siedzę na lotnisku Schiphol w Amsterdamie. Rafael poszedł do tolaeto-ubikacjio-wuceta. A ja siedzę i czekam. I stwierdziłem, że aby się rodzinko-familia nie denerwowała to coś tu naskrobię, napiszę, wymyślę, nabazgrolę. Bo rodzinko-familia się stęskniła prawda>>?? No ale wracam dopiero za...tydzień...Tak tak..bo Rafael wpadł na genialno-głupio-wybitnie elokwentny i wysublimowany pomysł, że zabiera mnie do swojej mamusi do Włoch...Próbowałem mu to wyperswadować, wytłumaczyć, uprościć, że może za kilka dni, że najpierw na Skutki, ale ten debilo-głuptaso-kochany człowieczek się uparł i koniec..Więc czekając na kochanko-przyjacielo-mężo-faceta mojego i na przesiadkę do samolotu pozdrawiam(y) z Schiphol. Ci vediamo a una settimana ;D