- Wyciągnęłam panią spod prysznica, pani Depp?
Już miałam zamiar jej odpowiedzieć, że jest głupią kwoką w starych bamboszach, na dodatek ślepą, bo chyba widać, że wstałam. Zamiast tego nabrałam dużo powietrza do płuc i szerzej otworzyłam oczy. Dotarł do mnie sens jej słów i przestraszyłam się, bo czegoś nie kojarzyłam...
- Jestem... mokra?
Spojrzała na mnie jak na opóźnioną.
- Nie, jest pani w ręczniku, pani Depp.
Przeniosłam wzrok na samą siebie, nie rozumiejąc. Rzeczywiście. Nie chciałam się nad tym dłużej zastanawiać, chciałam tylko położyć się do łóżka, nie na kanapę, i zasnąć nie myśląc o tym, czy mam bałagan, czy nie, czy jestem w ręczniku, czy w skafandrze płetwonurka, a w szczególności nie myśleć o tym, czy jest tu mój mąż, czy leży w rowie na Pokątnej.
- Po co właściwie przyszłaś? Jeśli chcesz sprzątać, to możesz to zrobić jutro - powiedziałam zniecierpliwiona.
Przez ten cały czas nie zwróciłam uwagi na to, co trzyma w dłoniach. Była to mała srebrna taca, na której leżał bukiecik moich ukochanych konwalii i trochę większa niż inne koperta.
- Przyszło dziś w nocy kurierem. Nie mogłam pani oddać od razu, ponieważ była pani... - urwała pokojówka Ążylik szukając zażenowana odpowiednich słów.
- Tak, wiem jaka byłam - warknęłam i wyrwałam jej tacę z rąk - Coś jeszcze? - Ążylik zaprzeczyła ruchem głowy spłoszona. - To świetnie, dziękuję, możesz iść.
- Miłego dnia, pani Depp - bąknęła jeszcze i pospiesznie odeszła.
"Możesz mnie już tak nie nazywać..." pomyślałam ponuro i rzuciłam tacę na stolik. Uniosłam delikatnie bielutkie i pachnące konwalie. Wylałam wysokoprocentową zawartość szklanki stojącej obok wprost na podłogę i wsadziłam do niej kwiaty. Po namyśle wlałam do niej resztkę wody mineralnej, która leżała pod stolikiem. Zabrałam się do koperty. Nie miała żadnego podpisu, a w sobie żadnej wiadomości, oprócz płyty CD. Zaintrygowana rozbudziłam się do końca, poprawiłam włosy i wyruszyłam na poszukiwanie jakiegoś odtwarzacza CD, bo mój własny uległ małemu wypadkowi podczas którejś z imprez. Weszłam do dawno nie otwieranego pokoju Johnny'ego i mój wzrok padł na małą wieżyczkę stojącą pod ścianą z moim ogromnym zdjęciem. Wzdrygnęłam się na sam jej widok i niewiele myśląc chwyciłam butelkę wytrawnego wina stojącego na biurku i z całej siły cisnęłam nim w zdjęcie. Butelka rozprysnęła się na małe kryształki, a płyn malowniczo zabryzgał mi całą twarz na fototapecie. Zaśmiałam się cicho i podeszłam do odtwarzacza. Szybkim ruchem włożyłam płytę i przycisnęłam "Play". Oto, co popłynęło z głośników:
KLIK (koniecznie sprawdźcie), czyli mniej więcej to:
Żegnaj, Johanna,
Odeszłaś, a jednak jesteś moja.
Czuje się dobrze, Anastazja,
Czuję się dobrze! (Anastazja...)
I jeśli nigdy już nie usłyszę twego głosu,
moja gołąbko, moja droga,
Wciąż będę miał powód do radości:
Droga przed nami jest czysta...
Anastazja...
(Czuję cię...)
I kiedy w ciemności jestem ślepy
To, czego nie mogę zapomnieć
(Anastazja...)
To zawsze męczy mą głowę,
moja owieczko, moja ukochana...
Anastazja...
Zostaniesz, Anastazja...
Taka jaką sobie ciebie wymarzyłem.
O poparz, Anastazja,
Gwiazda...
Spadająca gwiazda!
I dokąd będę o tobie myślał,
pewnie do dnia mojej śmierci,
Myślę, że każdego dnia tęsknie za tobą
coraz mniej jak każdy dzień mija...
I dalej będziesz piękna i blada,
Anastazja..
Mogłam jedynie pomyśleć: "Ty głupi człowieku, ty cholernie głupi człowieku.." Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Tylko siedziałam, całkiem rozbudzona.
I co mam teraz zrobić? Rodzino, powiedzcie. Błagam, potrzebuję Waszej rady!!!
P.S. On śpiewa "Johanna", bo to moje dawne imię z czasów, kiedy się poznaliśmy w Baku za sprawą Domenistikososa, który mnie tam w ogóle zaciągnął (Eurowizja :D). :P
P.S. On śpiewa "Johanna", bo to moje dawne imię z czasów, kiedy się poznaliśmy w Baku za sprawą Domenistikososa, który mnie tam w ogóle zaciągnął (Eurowizja :D). :P