Skoro wszyscy piszą, co się u nich dzieje w następnych dniach...
To ja powiem tyle:
Johnny nie żyje.
Rzucam studia.
Jutro mam imprezę, pojutrze też i pewnie przez całą wieczność będę miała imprezę, bo muszę zapomnieć, że Johnny, mój najukochańszy mąż... zmarł.
Nawet go nie zdążyłam zobaczyć. Po prostu dostałam taką informację ze szpitala. Kłóciłam się długo ze wszystkimi tam, żeby mnie do niego wpuścili, ale nikt nie dał mi takiej możliwości. Został od razu przetransportowany do USA. Nikt mi nie dał nawet jakiejkolwiek możliwości.
Jakiejkolwiek!
Jestem zdruzgotana. Nie wiem, co się z nim dalej stało w USA, nie wiem czy wciąż tam jest, czy wywieźli go jeszcze dalej.
Nie wiem, co się dzieje. Czuję się tak, jakby go po prostu nigdy przy mnie nie było. Wszyscy sprawili tak, że czuję się jakby nawet nie istniał.
Po prostu go nie ma.
Więc ja także znikam.
Nie wiem, gdzie wyjadę, nie szukajcie mnie.
Będę słać telegramy.
XOXO,
Ana D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz