wtorek, 28 lutego 2012

Od listu się zaczęło...

Siedzę rano przy stole, jem śniadanko, a tu nagle podchodzi moja pokojówka, Jack, i podaje mi kopertę.
- To dla pani, pani Depp, przyszło wczoraj, gdy pani spała, więc sama pani rozumie.
- Tak, tak, nie chciałaś widzieć mnie po imprezie, rozumiem cię. Ja też nie chciałam cię wtedy oglądać.
Już miałam rozrywać kopertę, gdy nagle do kuchni wpadł Johnny z rozwianym włosem, krzycząc: NIE!
Wystraszyłam się i koperta upadła mi na kolana, a on jak błyskawica dopadł do mnie i dwoma palcami złapał list, po czym wybiegł z kuchni mijając w drzwiach Rafaela.
- Qué era? - zapytał.
- Han har blitt gal. (tak używamy dwóch języków i rozumiemy się!)
Rafael usiadł koło mnie i zabrał mi talerz, i zaczął jeść. Moje śniadanie się skończyło. Wstałam więc i poszłam na górę. Doszłam już do drzwi naszego apartamentu i wyciągnęłam rękę w stronę klamki, gdy nagle Johnny z rozwianym włosem wbiegł po schodach, zagradzając mi drzwi własnym ciałem.
- Co Ty wyprawiasz?! - zdenerwowałam się.
- Po prostu sobie idź. Sio! - ofuknął mnie i prawie zepchnął ze schodów. Wtedy wkurzyłam się nie na żarty (aż się zapowietrzyłam), pufnęłam ze złości, bo nie chciało mi się z nim kłócić - miałam ciężką noc :D. Zbiegłam ze schodów wprost do garażu i jak bomba wpadłam do mojego wiśniowego, malutkiego Porsche Carrery S, i po chwili wyjechałam. Skierowałam się prosto nad Morze - co innego może pomóc mi w złości, jak nie moje Morze? Przesiedziałam tam prawie cały dzień. Wychodziłam z auta tylko po kolejne tabliczki czekolady z ryżem preparowanym (Milka ♥). Gdy zaczęło robić się coraz zimniej postanowiłam wrócić, i tak było już dość późno, więc pomyślałam, że teraz to chyba będę mogła wejść do własnego domu! Odjechałam i podczas jazdy rozmyślałam o dziwnym zachowaniu Johnny'ego tego dnia. Do niczego konstruktywnego nie doszłam, więc zajęłam się słuchaniem muzyki i nim się obejrzałam byłam pod domem. Od razu coś mi się rzuciło w oczy. Wszędzie było ciemno, w żadnym oknie nie paliło się światło. Poczułam mały dreszczyk grozy na karku, to było naprawdę dziwne. Zostawiłam samochód w garażu i tylnym wejściem skierowałam się do kuchni, żeby coś przekąsić, co nie było czekoladą. Tam też nikogo nie zastałam, dom był cichy, ciemny i wszystko na to wskazywało, że był po prostu pusty. Poczułam się bardzo głupio w tak wielkim domu całkiem sama, więc czym prędzej zapragnęłam iść do naszego apartamentu i położyć się spać. Odcinek kuchnia-schody-drzwi pokonałam o prawie takiej samej prędkości, co moje auto. Z ulgą nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Zapaliłam światło, ale tu również nikogo nie zastałam. Wzruszyłam tylko ramionami i pomyślałam, że wszyscy najwyraźniej udali się na imprezę beze mnie, i zrobiło mi się przykro. Przebrałam się w piżamę i wślizgnęłam się do mojego łóżka. Zgasiłam światło i zamknęłam oczy. Zasypiałam. Gdy NAGLE! Nasza ogromna szafa otworzyła się z trzaskiem i wrzaskiem! Poderwałam się z łóżka wrzeszcząc jak opętana. Zapaliły się wszystkie światła i nagle zgasły. Nastała kompletna cisza. Byłam zdruzgotana, nie umiałam zrobić jakiegokolwiek ruchu, byłam niezdolna do myślenia - totalnie przerażona. Najgorsze było to, że zewsząd ogarniała mnie głucha, ciemna cisza. W pewnym momencie pokój stopniowo zaczął się rozjaśniać światłami o najróżniejszych barwach, coś zaczęło delikatnie i wolno sypać się z sufitu, migotało w świetle. Po ścianach spływały barwne serpentyny, a po podłodze wirowały balony ze sztucznym dymem. Usłyszałam muzykę i na środek pokoju padło najjaśniejsze światło. Stał tam Johnny. Trzymał w ręku pięć ogromnych tęczowych róż i kopertę, którą zabrał mi rano! Byłam w totalnym szoku. A on powoli podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy. Złożył mi róże na ręce, pocałował w czoło i usiadł koło mnie podając mi tajemniczą kopertę. Zaintrygowana otworzyłam ją natychmiast, a w niej zastałam dwa bilety lotnicze do ASPEN z pobytem tam przez całe dwa tygodnie! I wtedy uświadomiłam sobie, co tu się dzieje.
- To przecież... - zaczęłam.
- PIĄTA ROCZNICA, PIĄTA ROCZNICA, PIĄTA ROCZNICA!!!
Rozejrzałam się dookoła i mój wzrok padł na tłum ludzi wysypujący się z szafy i wiwatujący na naszą cześć.
Nie musiałam długo zwlekać, żeby rzucić się Johnny'emu na szyję i zacałować prawie na śmierć! Wskoczyłam szybko w ubrania i tak zaczęła się nasza Rocznicowa Impreza!
A do Aspen wylatujemy za dwa dni. Z tego powodu musieliśmy przełożyć naszą Wyprawę dla Twardzieli na Islandię, ale nie żałujemy! :) (na razie... :P)

Pozdrawiamy Was, Rodzinko i dziękuję Wam za tę GENIALNĄ IMPREZĘ!!!♥

1 komentarz:

  1. No najlepszego !! ;]
    Byście trochę w domu posiedzieli a nie!!
    PS:Super, że tak świetnie dogadujecie się z Rafaelem!! ;]

    OdpowiedzUsuń